NIE MOŻE BYĆ WIERNEJ HISTORII RADOMSKA BEZ HISTORII RADOMSZCZAŃSKICH ŻYDÓW
STEFANIA HEILBRUNN
DZIECI MGŁY I NIEBA (XII) (w tłumaczeniu Agnieszki Łyp)
Rozpoczęła się następna tragedia – wspomina doktor Hampel. W marcu 1940 roku zaczęto wywozić ludzi do miasta śmierci. Wtedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy, że zyska ono taki przydomek. Większość Żydów miała cichą nadzieję, że tam, gdzie nas wywożą będzie lepiej. W głębi duszy przeczuwałam jednak coś złego. Właściwie to wiedziałam, że ci ludzie jadą na pewną śmierć.
W mieście wybuchła epidemia tyfusu. Niemcy mówili: „Nie wiemy, czy to Polacy, czy Żydzi przywlekli tę chorobę. Ktoś musi jednak za nią odpowiedzieć. Ta część, w której panuje zaraza musi być naturalnie ewakuowana”. Tą część getta zamieszkiwało prawie 10 tysięcy ludzi, a ja byłam jedynym lekarzem. Znałam się na leczeniu gardła czy zapalenia oskrzeli, ale absolutnie nie znałam się na leczeniu tyfusu. Niemcy powiedzieli, że muszę odizolować chorych od całej reszty. Cóż ja mogłam sama zrobić bez leków, bez sterylnych ubrań, bez bandaży. Mogłam tylko modlić się do Boga o przetrwanie. W kwietniu 1940 roku Niemcy bojąc się, że sami zachorują przywieźli transport z opatrunkami: bandaże, morfinę. Przydzielono mi ponadto dwóch młodych mężczyzn, którzy jeszcze przed wojną byli w szkole pielęgniarskiej. Nechemia Miński i Szlomo Binwicki pomagali mi w pracy. Nieustannie borykaliśmy się z nowymi kłopotami. Ludzie umierali z dnia na dzień. Musieliśmy zapewnić bezpieczeństwo nie tyle mieszkańcom Judenratu, co Niemcom. Zagrozili, że jeżeli któryś z nich zachoruje, wymordują wszystkich z tej części getta.
Niemcy stworzyli sześć departamentów pracy: 1. Biuro do obciążania winą, 2. Policję, 3. Biuro do wybierania niewolników, 4. Departament zdrowia i dobrobytu, 5. Departament zaopatrzeniowy, 6. Urząd pocztowy.
W czerwcu 1940 roku zrobiono nowe identyfikatory dla Żydów w zależności od ich wieku. Każdy Żyd, który skończył 12 lat musiał nosić na prawym ramieniu dwunastocentymetrową niebieską gwiazdę Dawida. Miał ją nosić przez cały czas pod groźbą zabicia jeżeli by ją zdjął.
X X X Jednej nocy 13 lipca 1940 roku gestapo wywlokło na zewnątrz 34 osoby z naszej społeczności. Wśród tych ludzi był wujek Mordechai Goldberg. Tej okropnej nocy Niemcy odczytali listę Żydów współpracujących z polskimi komunistami. Czekała ich niewątpliwie śmierć. Bardzo się wystraszyłam. Następnego dnia wiedziałam, że to koniec świata dla mojej rodziny, że Niemcy powoli nas wszystkich wykończą. Nie było nikogo kto by mógł mi pomóc. Mama przebywała wtedy w Częstochowie, bo ktoś jej powiedział, że tam można w łatwy sposób zarobić pieniądze. Nie wiedziałam jak przesłać jej wiadomość, że musimy ratować naszego wujka Goldberga. Od niej zależało jego życie. Miała pieniądze więc mogłaby wpłacić kaucję, dzięki której Niemcy wypuściliby wujka. Wiedzieliśmy, że musimy działać szybko. Pomimo starań nie udało mam się uwolnić go. Został wywieziony do Oświęcimia, tam też zmarł na atak serca. Jego zgon był dla nas zagadką, ponieważ wujek przez całe życie nie narzekał na serce. To był potężny zdrowy mężczyzna. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale on był zawsze najzdrowszy z całej rodziny...
Wszystko poza tym szło swoim torem. Nie mieliśmy prawa wystawić nogi poza teren getta.
Mama teraz często płakała, krzyczała. Niemcy sprawdzali, czy wszyscy noszą gwiazdę Dawida na ramionach. Jeśli ktoś ją zdjął chociażby na moment od razu był zabijany. Byliśmy takimi odmieńcami na tym świecie. Znosiliśmy upokorzenia ze strony Niemców, ponieważ pomimo wszystko najważniejsze było dla nas życie. Tylko ci, którzy byli słabi psychicznie zdejmowali gwiazdy mówili, że wolą umrzeć niż żyć w ciągłej poniewierce. Byli do tego stopnia zdesperowani i zrozpaczeni, że zdejmowali gwiazdy nie tylko ze swoich ubrań, ale również z okryć swoich dzieci. Przez to wiele małych Żydów poniosło śmierć tej zimy.
Nasza rodzina chciała żyć. Opracowaliśmy plan ucieczki z getta, mieliśmy udać się do zaprzyjaźnionej polskiej rodziny, z której pochodził mój szkolny kolega. Najpierw sam chciałem zbadać teren i cichaczem opuściłem getto. Od naszego ostatniego spotkania minęło wiele czasu, więc nie miałem pojęcia o zmianach jakie zaszły. Dotarłem tam w nocy. W mieszkaniu kolegi nikogo nie było. Wystraszyłem się, byłem sam w obcym miejscu, poczułem, że się zgubiłem. Napadli mnie jacyś Polacy, pytali co ja tu robię. Nie uzyskawszy żadnej odpowiedzi, pobili mnie. Do getta wróciłem cały zakrwawiony.
Polacy, którzy zawsze dzielili się z nami nowymi wiadomościami donieśli nam, że brat mamy mieszkający w Częstochowie - Dawid Bezalel, został zabity przez Niemców. Zastanawialiśmy się z ojcem, czy powiedzieć mamie o tej tragedii. Kiedy się dowiedziała przez tygodnie płakała dniami i nocami. To był już drugi człowiek z naszej rodziny, który odszedł...
X X X Getto to była najokropniejsza przechowalnia ludzi - pisze doktor Hampel. Latem 1940 roku 400 ludzi wybranych losowo wywieziono na zachód od Radomska do miejsca zwanego Warthegau. Wszyscy byli ciężko przestraszeni. Nasze prośby i błagania, na nic się zdały. Nie docierały do nich nasze słowa. Niemcy twierdzili, że getto jest przeludnione i część ludzi musi je opuścić. Według nich spanie na słomie albo na podłodze jest nieludzkie i niehigieniczne. Wkrótce doktor Hampel miał pełne ręce roboty. W styczniu 1941 roku wybuchła kolejna epidemia tyfusu. Znów był problem z leczeniem chorych. Jak można leczyć ludzi w zimnych pomieszczeniach, bez środków dezynfekujących, bez leków. W Judenracie zadecydowaliśmy, o sprowadzeniu jeszcze jednego lekarza. Przyjechał doktor z Łodzi – Mieczysław Zaksa. Był to żydowski lekarz, który nie utożsamiał się z Żydami. Był bardzo niemiły dla swoich pacjentów. Leczył ich tak, aby samemu nie zarazić się tą chorobą, unikał dużej liczby pacjentów. Mieliśmy jeszcze trzeciego lekarza, który przyjechał z zagranicy – doktor Aba Hirsch Róziewicz. Dzięki niemu został otworzony szpital dla chorych na tyfus. Oprócz szpitala utworzono małą szkółkę języka i gramatyki przy ulicy Legionów 23, w której głównym nauczycielem był Joachim Kreindler. Ludzie bardzo szybko przygotowali łóżka dla chorych. Jeden drugiemu pomagał przy tworzeniu szpitala. Ściągano sprzęt medyczny skąd tylko się dało. Najwięcej środków dostaliśmy z Częstochowy. W sierpniu 1941 roku dwieście ludzi zostało oddelegowanych do pracy, do obozu w Płaszowie koło Krakowa. Był to obóz dla około dwóch tysięcy mężczyzn. Niemcy w zimę 1941 – 42 roku stworzyli tam nowe getto. Nie było już litości dla żadnego Żyda. Jeżeli którykolwiek ociągał się przy pracy był natychmiast rozstrzeliwany. Nadzór nad pracownikami sprawował najczęściej inny Żyd. Donosił Niemcom kto nadaje się do pracy, a kto nie. W końcu 1941 roku wszystkie domy przy ulicy Legionów 23 i Limanowskiego 56 zostały przeznaczone na szpital. Przy ulicy Krakowskiej był mały Monastyr. W getcie życie nigdy nie wróciło do normy, ale przynajmniej z dnia na dzień tworzyliśmy coś nowego, mieliśmy jakieś zajęcie.
X X X Każdego dnia przeżywaliśmy nową tragedię. Mieliśmy coraz to większe problemy. Największe były z naszymi dziećmi. Nie chodziły przecież do szkoły. Nie mogliśmy dłużej tego tolerować. Postanowiliśmy założyć tajną szkołę – relacjonuje Lodka Pańska.
Mania Jeleń i ja miałyśmy być nauczycielkami dla tych dzieci. Niemcy cały czas nas kontrolowali, nie chcieli abyśmy mieli dostęp do nauki. Lepiej przecież rządzi się ludźmi nie umiejącymi pisać, czytać, nie znającymi historii. Nie daliśmy im tej satysfakcji. Dzięki mojej koleżance Alince mieliśmy dużo książek, z których nasze dzieci mogły zgłębiać wiedzę na temat historii Polski i Palestyny. Alina uczyła ich ponadto geografii i matematyki. Za naukę nie brałyśmy żadnych pieniędzy. To była czysta przyjemność dająca ponadto ogromną satysfakcję. Uczyłyśmy dzieci, a to przecież do nikogo innego tylko do nich należała przyszłość.
Mój ojciec Abraham Fiszel był kościelnym w synagodze w Częstochowie. Uczył także muzyki w średniej szkole. Przygotowanie muzyczne ojciec zdobył dzięki znamienitym muzykom. Był uczniem Kussevitzki i Sirota. Pamiętam tego legendarnego Sirota. Był częstym gościem w naszym domu. Razem z ojcem śpiewali piosnki i piosneczki. Sirot rozpoczął pracę w szkole w Częstochowie. Później przeniósł się do Radomska i w jednej ze szkół także nauczał muzyki.
Wyszłam za mąż za Henryka Pańskiego, osiedliliśmy się w Radomsku. Nasze szczęście nie trwało długo. Musieliśmy opuścić rodzinne gniazdko i zamieszkać w getcie. Dostawaliśmy paczki z jedzeniem od mojej siostry Basi. Basia wyszła za mąż za Alfreda Opatowskiego, znanego warszawskiego prawnika. Niemcy aresztowali 250 polskich intelektualistów w tym profesora Kazimierza Andrzeja Kotta. Alfreda gestapo zabrało w nocy. Nie pozwolili mu się ubrać, zabrali go w pidżamie. Basia doznała strasznego szoku. Została sama z ośmiomiesięcznym synkiem. Następnego ranka poszła pod Pawiak wraz z innymi młodymi kobietami, których mężów zabrano tej nocy.
c.d.n.