NIE MOŻE BYĆ WIERNEJ HISTORII RADOMSKA BEZ HISTORII RADOMSZCZAŃSKICH ŻYDÓW
STEFANIA HEILBRUNN
DZIECI MGŁY I NIEBA (IX) (w tłumaczeniu Agnieszki Łyp)
Herszel Grynszpan to młody i odważny Żyd. Urodził się w Radomsku, nie mieszkał jednak w tym mieście długo, gdyż jego rodzina wyemigrowała z Polski. Herszel będąc w Paryżu pobierał lekcje strzelania u najlepszego terminatora. Nauki nie poszły w las, gdyż w 1939 roku wtargnął do niemieckiej ambasady w Paryżu, gdzie zastrzelił niemieckiego dyplomatę von Rata. Żydzi byli dumni z tego, że są wśród nich tacy jak Herszel, którzy chca opanować nazizm i nie pozwolą Niemcom na kolejne mordy.
Herszel po pewnym czasie zrozumiał, że walka z wojskami niemieckimi, to nie to samo co zabicie jednego Niemca w ambasadzie paryskiej. Wiedząc o tym i tak wraz z towarzyszami zdecydował się na desperacki krok i ruszył przeciwko nazistom. Młodym Żydom przyświecała jedna idea: wygnać Niemców tam skąd przyszli, na Zachód. Ich plany niestety legły w gruzach. Jak wspomina stary Żyd Cossak, podobnie było podczas pierwszej wojny światowej. Też było wielu śmiałków, którzy chcieli w pojedynkę pokonać Niemców, ale to wszystko kończyło się poddaniem lub ich śmiercią. Po tej samowolce nasiliły się represje w stosunku do narodu żydowskiego. Niemcom chodziło o jedno: zniszczyć całą populację żydowską.
Żydzi nie poddawali się jednak. W związku z nasilającą się nagonką gestapowców w ich głowach rodziły się różne, czasem idiotyczne pomysły. Na przykład, we wrześniową niedzielę, kiedy do miasta przyjechał reporter z aparatem fotograficznym, wszyscy zebrali się obok starego sklepu. Chcieli, aby zrobił im zdjęcie wśród sklepowych ruin. Po wywołaniu zdjęć mieli zamiar przerobić je na kartki pocztowe i sprzedać niemieckim żołnierzom, aby ci mogli wysyłać „piękne widoki” do swoich rodzin. Oczywiście reporter nie przystał na takową współpracę. Nie chciał deprawować pozostałego społeczeństwa.
Zatrzymajmy się przez moment na osobie Klary. Pamiętacie Miriam, o której wam już pisałam, to była ciepła i delikatna osoba. Klara była bardzo bliską przyjaciółką Miriam. Często spacerowały po ulicach, dyskutowały i plotkowały tak jak wszystkie kobiety. Któregoś dnia Niemcy zatrzymali Klarę. Chcieli zmusić ją, aby została ich nałożnicą, by spełniała ich wszystkie zachcianki. Klara nie przystała na tą ofertę. Zwróciło się to przeciwko niej. Rozjuszeni gestapowcy kopali ją po brzuchu oficerskimi butami. Stało się to na oczach Miriam. Co prawda próbowała ratować swoją przyjaciółkę, ale jej wysiłki na nic się zdały. Klara umarła na jej rękach. Ja też to wszystko widziałam. Odprowadziłam Miriam do domu. Strasznie się trzęsła. Przez tydzień nie wychodziła z mieszkania, nie chciała nikogo widzieć. Nigdy nie opisała tego zdarzenia w swoim pamiętniku. Ona nie mogła tego opisać, nie mogła nawet o tym myśleć.
15 listopada rozpoczęła się kolejna fala prześladowań. Kehila Moszebergera oraz innych szesnastu Żydów, którzy w jakiś szczególny sposób przeszkadzali społeczności niemieckiej, dotknęły one w sposób szczególny. Najpierw byli przesłuchiwani. Jeżeli podczas przesłuchiwania Niemcy nie usłyszeli tego co chcieli, bili i torturowali jeńców. Do szału doprowadzały gestapowców w kółko powtarzane słowa: chcemy żyć jak poprzednio, pragniemy jedynie chleba, mleka, środków czystości, leków i spokoju. W głębi duszy prześladowani nie mogli zrozumieć dlaczego ich to właśnie spotkało. Przecież oni nikomu nic nie zrobili, żyli wyłącznie własnym życiem nie wchodząc nikomu w drogę.
W chwili kiedy Niemcy przesłuchiwali, terroryzowali, bili i kopali więźniów, Kehil i Moszeberger wspominali czasy przedwojenne; dobre jedzenie, dobrą pracę, dobre życie. W zaistniałej sytuacji wiedzieli, że nie jest możliwe dla nich dalsze życie.
Prawdą jest, że takie tragedie w Getcie były normalnością. Na początku myśleliśmy, że to coś katastroficznego. Z biegiem czasu przyzwyczailiśmy się jednak do tej gehenny i uznaliśmy ją za coś zupełnie naturalnego.
Nie sposób wytłumaczyć tego co wówczas miało miejsce. Pocieszeniem w takich chwilach było jedynie to, że reszta Europy przeżywała to samo co my. Żydzi w Polsce w 1939 roku byli strasznie prześladowani. Szczególnie ci ortodoksyjni. Niemcom zależało na tym, aby zniszczyć całą żydowską nację. Mieli nadzieję, że Żydzi znikną z tego świata. My naprawdę nie wiedzieliśmy czemu ma to wszystko służyć, przecież my nikomu nie broniliśmy mieć innej religii. Owszem uznawaliśmy naszą wiarę za najpotężniejszą na świecie, ale nie obnosiliśmy się z tym. Patrzyliśmy na tych mężczyzn, tych niemieckich okupantów i wydawało nam się, że nie są wyznawcami żadnej wiary, w nic nie wierzą.
Wspominam Lodkę Pańską, która często powtarzała: „Ty wiesz, że ja czasami muszę żebrać o chleb. Zobacz ile Niemcy aresztowali ludzi. Całą naszą żydowską społeczność oskubali z pieniędzy.”
Najbardziej to wszystko przeżył senior rodu – Józef Pański. Szwagier Lodki, Henio często rozmawiał z Niemcami. Znał dobrze język niemiecki i mógł być tłumaczem. Dzięki niemu kilku przyjaciół Pańskich nie zostało zabitych. Ale to była tylko kropla w morzu.
W Radomsku Niemcy stworzyli Judenrat – zakład pracy zatrudniający prawie wszystkich Żydów – wspomina Miński. Chociaż nie potrzebowałem nikogo do pomocy to zaproponowałem wielu ludziom pracę. Wydawało mi się, że dzięki licznym zajęciom, choć na chwilę zapomną o tych strasznych rzeczach, które ich dokoła otaczały.
Wujek Jakob Wittenberg chciał, abym zatrudnił jak najwięcej ludzi. Co prawda pracował w Judenracie, ale to był wyłącznie jego wybór. Był prawym i szczerym człowiekiem. Ja byłem zupełnie inny, nie potrafiłem cieszyć się z byle czego, okrucieństwo wojenne wypaczyło mój charakter.
X X X
Kolejna straszna nędza dotknęła radomszczańskich Żydów 20 grudnia 1939 roku. Było ciemno – wspomina Miński, kiedy weszła w życie proklamacja dotycząca tworzenia nowego getta. Miało obejmować następujące ulice: Przedborską (Limanowskiego), Źródlaną, Rolną, Stodolną, Strzałkowską (Legionów), Fabianiego, Mickiewicza i kilka domów na tak zwanej górce.
Żydzi mogli poruszać się jedynie po terenie getta. Przekroczenie jego granic równało się śmierci. To był tak zwany „Judlischer Wohnbezirk”. Żydzi, nie mogli przyzwyczaić się do tych nowych, okropnych warunków. Niektórzy wytrzymali tylko kilka godzin w getcie. Nie zależało im na tym, aby żyć w tych warunkach. Kobiety darły włosy z głowy. Łóżka, materace, krzesła, stoły, konie, którymi jeździliśmy po mieście, nasze ogrody, kwiaty nawet nasz pies Burek – gdzie to wszystko się podziało? Ogromne domy musieliśmy zastąpić jednopokojowymi izbami. Jak mamy się pomieścić w jednym pokoju? Postaw się na ich miejscu, na miejscu ludzi, którzy wiedli sobie życie spokojne i beztroskie, a w jednej chwili zostali bez domów, bez pracy, brudni i biedni.
Niemcy stali nad nami jak sępy. Owszem z naszych domów wolno nam było wynieść najbardziej cenne i najpotrzebniejsze rzeczy. Mężczyźni wynosili meble, krzesła, dywany, chcieli choć trochę wnieść przeszłości do tego getta. Ale cóż z tego skoro większość z tych rzeczy Niemcy nam skonfiskowali.
Żydzi mieszkający w getcie na początku mieli szczęście, ponieważ Niemcy nie dopuszczali się tam mordów. Uważali, że karą jest dla nich samo getto.
Stałam akurat obok mojego wujka Wittenberga, dzień był mroźny, padał śnieg. Patrzyliśmy na naszych polskich sąsiadów. Nie mieszkali w getcie, a mimo wszystko na ich twarzach nie było widać uśmiechu. Widzieliśmy tysiące ludzi mieszkających naprzeciwko nas, zziębniętych, z nikąd nie mogących otrzymać pomocy. Tej nocy wiele ludzi spało na ulicy w śniegu. Nie wiedzieli dokąd mają pójść.
Niemcy nie mieli litości. Jedynie starzy, chorzy i dzieci mogli spać w synagodze i w szkole przy ulicy Legionów 23.
Nadszedł dzień, w którym Volksdeutsche postanowili świętować. To był dzień Bożego Narodzenia. Niemcy na dom świętowania wybrali mieszkanie żydowskiego rabina. Rabin nie wiedział co się dzieje. Okupanci rozpoczęli świętowanie od podpalenia jego brody. Poprzewracali meble, zniszczyli Świętą Księgę. Rabin wyglądał jak nie ten sam człowiek. Znudzeni maltretowaniem Żyda oznajmili, że puszczą go wolno za dwa tysiące złotych. Wspólnota żydowska zbierała pieniądze na to, aby wyrwać rabina z rąk gestapowców.
Nie wiem jak to się stało, ale za kilka dni, człowiek, który rozkazywał w domu rabina – Selbstschutz Nelner, włożył rękę w przewody elektryczne i stracił kilka palców. Ludzie powiedzieli, że to kara boska.
Pierwsza zima podczas wojny roku 1939 - 1940, była straszna. Zimno było przeraźliwie i tak dużo spadło śniegu jak nigdy wcześniej. Każdej nocy, Niemcy wszystkim mężczyznom żydowskim mieszkającym w getcie kazali odśnieżać drogi. Znikąd nie można było dostać węgla, ani drewna na podpałkę. W getcie panował straszny głód. Coraz częściej można było oglądać zziębniętych i głodnych ludzi stojących na ulicach z wyciągniętymi rękami. Był to początek ich nowego życia.