NIE MOŻE BYĆ WIERNEJ HISTORII RADOMSKA BEZ HISTORII RADOMSZCZAŃSKICH ŻYDÓW
STEFANIA HEILBRUNN
DZIECI MGŁY I NIEBA (V) (w tłumaczeniu Agnieszki Łyp)
Zupełnie inaczej wyglądało życie Żydów, którzy mieszkali niedaleko Radomska w Kirkowie. Tam życie płynęło radośniej. Nie wiem czemu, ale było prostsze. Każdy Żyd mieszkający w Kirkowie na początku dnia mówił sobie: „Bóg jest cudowny i dobry. Żyd w Radomsku nie będzie miał żadnych zmartwień, chociażby w ciągu dnia zarobił tylko parę groszy”.
Życie Żydów opierało się wyłącznie na pieniądzu. Jeśli interes nie szedł pomyślnie trzeba było udać się do Rabina i zapytać o sposób wyjścia z kłopotów. Rabin odpowiadał zawsze tym samym zdaniem: „Nic się nie martw, dla ciebie też przyjdzie czas zrobienia interesu”.
Nie wiem ile było w tym wszystkim prawdy, czy w ogóle była to prawda, ale fakt faktem, Rabin znał się na wszystkim a jeżeli nie to przynajmniej próbował albo udawał.
Mama martwiła się o pana Yappa, pomimo, że nie pozwolił mam mieszkać u siebie. Próbowała mu pomóc. Mężczyzna ten był tak chory, że właściwie sam nie wiedział czego chce.
Co innego Chawa, ona miała dom, dzieci. Nawet jeśli walił jej się cały świat, nie dawała tego po sobie poznać, innymi słowy cały czas grała rolę szczęśliwej. Nawet później, będąc w getcie podtrzymywała na duchu wszystkich innych.
Życie jest bardzo przewrotne. Często zanim zasnę, leżę po ciemku i marzę z otwartymi oczyma o cudownym życiu. Poważnie myślę o przyszłości, chociaż czasami tak naprawdę boje się jej. Los przecież lubi płatać ludziom figle. To co wydaje się bardzo realne, czasami bywa niemożliwe. Zdumiewa mnie to wszystko.
Jestem Żydówką, więc nie chodzę do Kościoła, ale chodzą tam nasi ojcowie. Modlą się, proszą Boga o łaskę, a wiele razy jej nie dostają. Jestem prawie pewna, że Polacy modląc się do Boga w swoich Kościołach, też nie dostawali tego o co prosili. Oni mają chociaż swoje państwo, swoje miasta. My nie mamy państwa. Nie wiemy czy Radomsko to nasz dom, czy tylko poczekalnia. Ja osobiście nie mogę powiedzieć, że należę do jakiegoś kraju np. Polski. Język jest tylko w moim sercu i w moich myślach. Nie mam nic mimo, że nauka Hebrew mówi: „Następny rok będzie rokiem Izraela i Palestyny” - to by było bardzo dobrze, ale jeszcze różnie może być. Pamiętamy przecież żydowską historię.
My nigdy nie mieliśmy swojego kraju. Nasze zapisy w dowodach były różne, w zależności od tego, gdzie mieszkaliśmy. Może kiedyś będziemy u siebie, w naszym kraju. Może - pewnego dnia, ale na razie to jest wielka niewiadoma. Ja naprawdę się boję. Widziałam już parę okropnych rzeczy. Byłam świadkiem jak przez nasze miasteczko przejeżdżały wojska radzieckie. Obserwowałam jak Polacy cieszyli się z naszych niepowodzeń. Na samym początku nie chcieli mieć nas w swoim miasteczku. Chociaż było ciężko wierzyłam, że kiedyś wolno mi będzie pojechać do Warszawy, zobaczyć Belweder i inne ekscytujące miejsca, o których tyle słyszałam. Tak bardzo chciałam identyfikować się z Polakami. Byłam przecież polską żydówką, która nie znała innego miejsca na świecie od Polski. Według mnie wszyscy ci, którzy uważali nas za coś gorszego byli niemądrzy. Niestety, moje marzenia a prawdziwe życie, to były dwie zupełnie różne sprawy. Właściwie nie miałam czasu, aby zastanawiać się nad tym wszystkim. Powodem tego była nauka w szkole. Aby być na bieżąco z wiadomościami, codziennie kupowałam gazetę i czytałam najświeższe informacje. Było tam zawsze dużo napisane o Żydach. Nie były to słowa schlebiające nam. Żydów przedstawiano jako złych, podłych i perfidnych ludzi. Na domiar tego pod artykułami rysowano żydowskie karykatury. Jedną z takich gazet, była „MUCHA”. Pamiętam, że bardzo poczytnym czasopismem.
X X X
Teraz opowiedzmy o życiu kogoś innego. Weźmiemy na przykład Monka Chartmana – to ten chłopak, który przypominał wyglądem Araba. Aby się uczyć musiał kłamać. Mówił zatem, że jest antysemitą. Prowadzili oni wówczas szeroko zakrojoną propagandę. Według antysemitów Żydzi byli koszmarem. Sejm powinien się nimi zająć. Krzyczeli, że Hitler nienawidzi Żydów i że oni będą pierwszymi, którzy zejdą z tego świta. To był świat akademicki, w którym Monek się obracał. Tam byli ludzie, którzy uważali się za inteligentnych, którzy kiedyś mieli rządzić krajem, a tak naprawdę to byli chuligani! Robili różne prowokacje przeciwko żydowskim studentom, którym trudno było przyznać się, że są Żydami. Pomimo wielu nagonek na żydowskich żaków i tak byli oni prymusami na wielu obleganych kierunkach, między innymi na: prawie, medycynie, chemii.
W Polsce nie było warunków edukacyjnych dla Żydów, więc wielu z nas wyjechało kontynuować naukę za granicę. Ja na przykład pojechałam do Francji. Studiowałam tam do czasu przedwojennego. Wróciłam stamtąd jako inżynier włókiennictwa. Moją specjalizacją była technika dobierania i wyrabiania przędzy. Jak każdy potrzebowałam pracy. Rozpoczęłam więc poszukiwania, które zakończyły się pomyślnie. Znalazłam dla siebie świetne miejsce w Fabryce Włókiennictwa w Myszkowie. Tam zarządcami byli Żydzi, dlatego też nie miałam problemu z dostaniem pracy. Bardzo szybko odnalazłam się w zadaniach, które mi powierzano. Niestety moje szczęście nie trwało długo. Nadeszła wojna, która przekreśliła całą moją karierę. Wróciłam do rodziców mieszkających w Radomsku. Sytuacja w tym mieście tuż przed samą wojną była bardzo różna. Praktycznie to Polacy nie mieli ani swoich domów, ani lokali, ani zakładów. Pracowali najczęściej u Żydów. Jak opowiadał mój ojciec, na kilka lat przed jego przyjazdem do Radomska, nie było w tym mieście żadnych większych fabryk.
To dopiero Żydzi rozbudowali całe Radomsko, a co się z tym wiąże dali ludziom pracę. Na witrynach kilku sklepów, których właścicielami byli Polacy, można było ujrzeć następujące hasło: „Swój do Swego po Swoje”. Polscy sklepikarze w ogóle nie mieli głowy do handlu. Wiadomo przecież, że jeżeli chodzi o handel, to nie ważne jakiej narodowości jest klient. Najważniejsze jest czy klient ma pieniądze i jak dużo kupi.
X X X
Jednym z atrakcyjniejszych sklepów był sklep dziadka Isachara ze sprzętem sportowym. Jego rodzina nosiła nazwisko Miński, prawdopodobnie dlatego, iż przyjechała z Mińska.
Przybyli do Polski po śmierci swojego pierwszego dziecka. W niedługim czasie w Radomsku urodziła im się dziewczynka. Kiedy miała 17 lat wydano ją za mąż za sprzedawcę książek. Głową rodziny był Abraham Miński, który decydował o wszystkich sprawach. Młody Isachar Miński po ukończeniu gimnazjum u pani Ludwiki Weintraub rozpoczął pracę w City Hall, ponadto interesowały go wczesne lata istnienia państwa. Chciał być taki jak jego ojciec. W City Hall mógł naprawdę zdobyć wiele interesujących wiadomości. Bywały dni, że nie mówiło się tam po polsku, ponieważ czasami rozmawiano wyłącznie po rosyjsku lub niemiecku. Isachar znał te języki. Nie na próżno przecież przykładał się do nauki w gimnazjum panny Ludwiki.
Przedstawimy myśli samego Isachara.
Pisze on:
To był mały świat. Przypominam sobie jak jechałem z Rozprzy do Gorzkowic. W Gorzkowicach był nowy Rabin. Ten człowiek wiele podróżował i mógł mi wiele powiedzieć, dlatego postanowiłem go poznać. City Hall dawało mi wiele możliwości. Wiadomo, że dla Żydów świętym dniem jest sobota, a dla Katolików niedziela. Nie pracowałem więc w sobotę, ale za to w niedzielę, kiedy wszyscy Polacy odpoczywali, ja wyjeżdżałem w teren szukać nowych wiadomości.
Kiedy umarł mój ojciec i dla mnie skończyły się także wakacje w City Hall, musiałem na jakiś czas przestać pracować. Często wracałem myślami do czasów w City Hall. Siedziałem w pokoju z katolickim księdzem. On nie był antysemitą i mnie też nie przeszkadzał. Byliśmy razem w Częstochowie w żydowskim szpitalu. Nigdy nie zapomnę jak oni na mnie patrzyli. Byli dla mnie bardzo dobrzy.
Pamiętnik Miriam (III).
To był początek roku 1939, kiedy to atmosfera życia była bardzo różna, w szczególności jeśli chodzi o pracę. Tej pracy nie było. Przez to w mieście kręciło się wielu chuliganów. Kiedy wraz z bratem szliśmy odwiedzić naszego ojca zostaliśmy napadnięci. Nasz znajomy doktor Róziewicz, wracając z cmentarza również został zaatakowany przez zbirów. Zgłosiliśmy to na policji, oni jednak rozkładali tylko ręce i mówili: „Co my mamy zrobić, przecież ich nie złapiemy”.