To jest Gertruda. W pierwszej i drugiej chwili, zapomniałam, po co właściwie i dlaczego, się w to wplątałam. A podobno rzeczywistość przemawia znakami.
No i jak ci się podoba? Para X, wyraźnie czekała na mój zachwyt.
Z wielce poważną miną pochylałam się nad dziełem ich życia.
Drzewkiem bonsai.
Zdjęcie obok.
Żeby chociaż miało to jakieś liście. Czy coś. Nie wiem, może nie znam się na bonsai, ale jakoś inaczej, je sobie wyobrażałam.
Moje przedłużające się milczenie, nie było oczekiwaną reakcją. Para X zaczynała się denerwować.
Najważniejsza jest pielęgnacja., to proces trudny i długotrwały. Gertruda wymaga nieustannej opieki - wyjaśnił mi Pan X.
Po czym zrobił wyczekującą pauzę. W tym miejscu należało wyrazić swój podziw. Zebrałam się w sobie i..
No ładna nawet.
To wszystko, co udało mi się wymyśleć. Rzecz jasna nie wypadło to najlepiej. Dla lepszego efektu dodałam:
Ale doniczke kupiliście bardzo... ładną. Zanim zorietnowałam się, że chyba po raz kolejny coś palnęłam, Para X rzuciła we mnie piorunujące spojrzenie i weszła do mieszkania.
Postałam jeszcze chwilę na balkonie, pożegnałana się z Gertrudą i podjęłam ostatnią próbę ratowania znajomości.
Lubię ryzyko.
Nie boicie się, że Gertruda uschnie, że coś jej się stanie?- zapytałam
W tym właśnie rzecz, że uczymy się odpowiedzialności. Hodowla tego wymaga. Odpowiedzialności - podkreślił Pan X. Gdy przyjdzie do hodowli dzieci, będziemy mieć opanowane podstawy – wyjaśnił.
A jak widzisz- włączyła się Pani X - na razie, jakoś sobie radzimy.
Faktycznie, wyrosła – stęknęłam. Sytuacja stawała się coraz bardziej męcząca.
A wiesz, Gertruda jest lipą - niespodziewanie oświadczył Pan X.
I tu mnie zagiął.
No to faktycznie lipa. Pomyślałam. Na szczęście tym razem, w porę ugryzłam się w język. I to był znak.
Do wyjścia.