Coraz trudniej o pewność. Że są rzeczy ważne i ważniejsze. Że wartości. Że prawda.
Czasami wydaje mi się, że świat zupełnie „wypadł z formy”. Próbuję odrzucić ciężkostrawny światopogląd współczesności... Z różnym skutkiem.
Szczerze przyznam, że dzisiaj zabrakło mi czasu. Od samego rana nic nie działo się według logicznego porządku.
Zaspałam. Pies znowu ma wiosenną depresję. A może wiosenne przesilenie... W każdym razie ignoruje jedzenie, picie, i mnie również, swoją właścicielkę!
Potem kocioł. Korki na drodze, w urzędzie. Non stop telefony. Jakiś obłęd. Na koniec dnia jeszcze jedna niespodzianka. Muszę wracać autobusem. Zamiast złościć się kolejny raz, postanowiłam delikatnie pomruczeć. Jeszcze 15 minut i będę na miejscu.
A tak na marginesie, czy autobus musi wjechać w każdą, ale to w każdą dziurę jaka jest na drodze? Ja rozumiem, że po zimie ( litości jaka zima!), radomszczańskie ulice mają prawo być utkane pięknymi dziurami, ale można chociaż spróbować je ominąć!
Z biletem w zębach, w pełni szczęśliwa, sadowię się na skrawku wolnego miejsca. Zajęta swoimi myślami, jednocześnie obserwuję otoczenie. Tego nawyku chyba się już nie wyzbędę. Na szczęście.
Właśnie mijamy kościół św. Lamberta.
Młody chłopak, na oko lat 16, nagle robi znak krzyża. Tu, w tym autobusie,pełnym ludzi.
Strasznie się na niego zagapiłam. Ale jak to, dlaczego, nie rozumiem....
Uśmiechnął się do mnie oczami. Jakby wiedział, że właśnie tego potrzebuję. Pewności. Że są rzeczy ważne i ważniejsze. Że wartości. Że prawda.