Drugi dzień świąt Wielkiejnocy - Poniedziałek Wielkanocny zwany także "dniem świętego Lejka", Lanym Poniedziałkiem, Oblewanką, Polewanką lub Śmigusem-Dyngusem. W polskiej tradycji dzień ten związany jest przede wszystkim z oblewaniem wodą wszystkich wokół, ale nie tylko.
Śmigus czyli smaganie
W dawnej Polsce śmigus był zwyczajem polegającym na smaganiu czyli uderzaniu po nogach gałązkami lub rózgami. W Poniedziałek Wielkanocny smagane były jedynie kobiety, ale już następnego dnia - obchodzonego jako trzeci dzień świąt - panie mogły się zrewanżować mężczyznom. A czyniły to nadzwyczaj skrupulatnie: podobno rany zadane przez dziewczęta goiły się chłopcom aż do Zielonych Świątek!
Powszechnie wiadomo było, że w świąteczny poniedziałek od rana można spodziewać się "śmigusów", więc co przezorniejsze dziewczęta porządnie ryglowały drzwi i zamykały okna. Niestety, sprytni młodzieńcy przekupywali rodziców lub rodzeństwo upatrzonej panny i już w niedzielny wieczór chowali się w przydomowej komórce lub na strychu, aby rankiem bez przeszkód "spełnić swoją powinność". Wierzono, że zakochany chłopak powinien wyrazić swoją miłość właśnie smaganiem – i to tym mocniejszym, im mocniejsze było jego uczucie. Któż wtedy myślał o przemocy czy molestowaniu? Czasem matka dziewczyny z litości nad "dręczoną" córką wykupywała ją z rąk zakochanego "oprawcy", jednak gdyby dziewczyna nie została w ogóle wysmagana, byłby to wielki wstyd dla całej rodziny. Brak śladów na nogach był najlepszym dowodem na to, że dziewczyna nie ma powodzenia u płci przeciwnej i prawdopodobnie zostanie starą panną. A tego zarówno dziewczęta, jak i ich rodzice bali się dużo bardziej, niż brzozowych witek.
Do dziś zwyczaj smagania brzozowym witkami lub – podsuszonymi, żeby bardziej kłuły - gałązkami jałowca kultywowany jest na Pomorzu, zwłaszcza na Kaszubach.
Ze śmigusem łączył się także zwyczaj polewania wodą. Wywodzi się on z tradycji pogańskich i miał sprzyjać płodności oraz zapobiegać chorobom. Z czasem Kościół dodał do tego symbolikę oczyszczającej mocy wody, a niektórzy uważają, że polewanie wodą wywodzi się z Jerozolimy, gdzie Żydzi rozpędzali w ten sposób ludzi zbierających się i rozmawiających o zmartwychwstaniu Jezusa.
Z oblaniem wodą w drugi dzień świąt musiały liczyć się głównie młode dziewczęta. Choć bieganie po wsi w przemoczonym ubraniu nie należy do najprzyjemniejszych sposobów świętowania, dziewczęta nie broniły się zbytnio przed przymusowym "prysznicem" – wiadomo było bowiem, że im bardziej panna mokra w lany poniedziałek, tym większe ma powodzenie i lepsze szanse na zamążpójście. Niektóre, nieco mniej urodziwe i przez to bardziej zdesperowane dziewczyny same oblewały się wodą z wiaderka i wybiegały na drogę z wielkim krzykiem. Od wielkiej kąpieli można było się wykupić – najlepiej za pomocą flaszeczki wódki – a jeśli dziewczyna nie chciała tego zrobić, musiała liczyć się z tym, że zostanie wykąpana w rzece, stawie, a nawet w… gnojówce. Polewanie wodą z wiader i garnków praktykowane było przede wszystkim na wsi; panie na dworach i w domach mieszczańskich musiały zadowolić się paroma kroplami wody kwiatowej.
Wiara w dobroczynną moc wody była powszechna: chłopcy starali się polać wodą jak najwięcej dziewcząt, bo miało im to zapewnić pomyślny rok, a ten, który nie oblał żadnej nazywany był „babskim królem”. Wodą oblewano także ziemię, aby zwiększyć plony i krowy, by dawały więcej mleka. Dziewczęta polewały nią skrzynie ze swoją ślubną wyprawą – "na rozmnożenie", a gospodarze już o świcie wychodzili na pola i skrapiali je święconą wodą, a następnie żegnali się i wbijali w ziemię krzyżyki wykonane z poświęconych w Niedzielę Palmową palm – wszystkie te zabiegi miały zapewnić dobry urodzaj i uchronić uprawy od gradobicia. Pola objeżdżano także konno, z księdzem i procesją – do dziś zwyczaj ten pielęgnowany jest jeszcze w niektórych miejscowościach w południowej Polsce.
Dyngus czyli wymuszanie datków
Pierwsze wzmianki o tradycji zwanej dyngusem pochodzą z XV wieku. Nie są to wzmianki pochlebne: synod diecezji poznańskich wręcz zakazywał kultywowania tego zwyczaju jako "mającego niechybnie grzeszny potencjał". Wymuszanie datków pod groźbą kąpieli nazywane było nawet "obrazą Boską i grzechem śmiertelnym", jednak mimo to dyngus był zwyczajem bardzo popularnym. "Po dyngusie" chodzono zazwyczaj po południu, już po porannym oblewaniu wodą – wiosenni kolędnicy, jak ich często nazywano, śpiewali pieśni, recytowali wiersze o męce Pańskiej, składali życzenia i prosili o dary – najczęściej o jajka, słodycze i świąteczne wypieki. Biada tym, którzy nie oblali wodą dziewcząt mieszkających w domu, do którego zawitali – tu nie mogli liczyć na poczęstunek, a co najwyżej na słowa: "Tuście dziewcząt nie kąpali, idźcie sobie dalej".
Wielkanocne psikusy
Lany poniedziałek był dawniej dniem, w którym robiono sobie rozmaite kawały. Ich granicą była chyba tylko ludzka pomysłowość: zdejmowano sąsiadom bramy, układano na dachach domów narzędzia rolnicze, zatykano kominy, smarowano okna błotem lub smołą, wypuszczano z obór i komórek zwierzęta. Dziś takie wybryki traktowane są jak zwykłe chuligaństwo, dlatego jest to zwyczaj coraz mniej popularny.
Dzisiaj Lany Poniedziałek kojarzy się większości z nas z bandami wyrostków grasującymi po osiedlach i ulicach miast z wiadrami z wodą. Szkoda, że piękne polskie tradycje zostały sprowadzone tylko do tego, skądinąd sympatycznego, ale nadużywanego zwyczaju.