Naukowcy z USA wyjaśnili, co sprawia, że nabieramy ochoty na zapalenie papierosa. To odkrycie może pomóc w walce z nałogiem.
W umyśle każdego palacza chcącego rzucić nałóg trwa nieustanna walka pomiędzy głębokim przekonaniem o słuszności tego kroku a pokusą kolejnego papierosa. Uczucia wyższe siłują się więc z prymitywną żądzą. Zdecydowanie częściej potyczka ta kończy się błyskiem ognia zapalniczki i chmurą dymu. Co decyduje o tym, że ulegamy pokusie i nie jesteśmy w stanie odstawić tytoniu?
Badania mózgu przeprowadzone przez naukowców z Duke University Medical Center (USA) ujawniły, że w naszym centralnym systemie nerwowym skrywają się trzy miejsca kontrolujące uzależnienie od nikotyny i nasilającą się ochotę na papierosa. Szczegóły opisuje jeden z ostatnich numerów "Neuropsychopharmacology".
Rządzi trójka
Statystyki pokazują, że choć rzucić raz na zawsze papierosy chciałoby ponad 70 proc. uzależnionych, udaje się to tylko 5 proc. z nich. Co więcej, jak pokazały badania przeprowadzone w Polsce, przeciętnemu palaczowi potrzeba na to co najmniej ośmiu prób. Dlaczego to takie trudne? Odpowiedź postanowił znaleźć zespół kierowany przez dr. Jeda Rose'a (co ciekawe, głównym sponsorem badań był tytoniowy gigant Phillip Morris).
W eksperymencie udział wzięło 15 palaczy. Naukowcy manipulowali ich chęcią sięgnięcia po papierosa, stawiali w sytuacjach, w których robili to, kierując się różnymi powodami lub emocjami. W tym samym czasie za pomocą tzw. pozytronowej tomografii emisyjnej (PET) sprawdzali, które regiony mózgu są najbardziej aktywne. Okazało się, że były to:
* wzgórze - uważane za kluczową stację przekazującą informacje czuciowe przepływające przez mózg. Najbardziej aktywne było u tych, którzy sięgali po papierosa pod wpływem stresu, żeby się uspokoić;
* prążkowie - część mózgowego systemu odczuwania przyjemności. Nic dziwnego, że najjaśniej świeciło na skanach PET właśnie u palących dla przyjemności i relaksu;
* przednia część kory zakrętu obręczy sterująca m.in. emocjami, samokontrolą i podejmowaniem decyzji. Uczestnicy badania, u których właśnie ten obszar zmieniał się najintensywniej, przyznawali np., że palą, by nie dopuścić do nadmiernego przybierania na wadze.
Jed Rose ma nadzieje, że powyższe trzy ośrodki mogą stać się w nieodległej przyszłości celem nowoczesnych terapii i leków, które ułatwią rzucenie palenia.
Pierwszym krokiem w tym kierunku będzie kolejny eksperyment naukowców z Duke University. Tym razem dokładnym badaniom mózgu poddadzą oni osoby będące już w trakcie walki z nałogiem i stosujące tzw. terapie zastępcze, czyli wszelkiego rodzaju plastry, gumy do żucia i inhalatory zawierające nikotynę.
Szczury nie poszły w tango
Jed Rose jest także współautorem innego ciekawego odkrycia. Otóż razem z dr. George'em Uhlem jako pierwsi na świecie zidentyfikowali grupę genów, które mogą zwiększać szanse na rzucenie papierosów.
Rose i Uhl porównali DNA byłych palaczy oraz osób, którym pomimo ponawianych prób nie udało się zwalczyć uzależnia. Okazało się, że ci pierwsi byli wyposażeni w 221 kopii różnych genów, których brakowało bezskutecznie zrywającym z nałogiem. "Znamy już funkcję 187 z tych genów; co najmniej 60 bierze udział w rozwoju uzależnienia od innych substancji - leków i narkotyków. O pozostałych 34 na razie nie wiemy nic" - pisze w swojej pracy Uhl.
Z kolei Selena Bartlett z Ernest Gallo Clinic na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco przekonuje na łamach ostatniego "Proceedings of the National Academy of Sciences", że walcząc z papierosami, można przy okazji pozbyć się innego nałogu - picia.
O tym, że papieros najlepiej smakuje przy piwie, a piwo przy papierosie, wie każdy, kto próbował obydwu rzeczy naraz. Naukowcy od dawna podejrzewają, że być może mechanizmy rozwoju tych uzależnień są podobne, a może nawet te same. Stąd właśnie wziął się pomysł, by lek wypróbowany w jednym nałogu wykorzystać w walce z drugim.
Bartlett użyła warenikliny (sprzedawanej również w Polsce pod handlową nazwą Champix) - jednego z najnowocześniejszych środków pomagających rzucić palenie. Działa on na ten sam receptor w mózgu co zawarta w tytoniu nikotyna. Z jednej strony zmniejsza uczucie przyjemności związanej z paleniem, z drugiej łagodzi objawy głodu nikotynowego.
Naukowcy z Kalifornii podawali wareniklinę szczurom wytrenowanym wcześniej tak, by same "sięgały" po alkohol i popadały w uzależnienie. Terapia sprawiła, że gryzonie przestały pić. Nawet po odstawieniu leku zwierzęta co prawda popijały od czasu do czasu, ale nie szły już w totalne tango - piszą autorzy pracy. Wkrótce w porozumieniu z amerykańskim Narodowym Instytutem ds. Alkoholizmu ruszają pierwsze próby z udziałem ludzi.